Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specjalne okazje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specjalne okazje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 listopada 2014

Likier kawowy


Nigdy się nie bawiłam w przyrządzanie nalewek, likierów czy innych alkoholowych eliksirów, a w tym roku szaleję, zrobiłam już 2 nalewki (z pędów sosny i malinową) a teraz likier!

piątek, 3 sierpnia 2012

Różowo-różany tort na 7 urodziny Rity


Tym razem tort dla dziewczynki, która lubi kolor różowy i w takim kolorze tort sobie zażyczyła :)


Tym razem był w kwestii ciasta pełen sukces, bo wreszcie załapałam o co chodzi z biszkoptem! Metoda prostsza być nie może - bierzemy jajko, mąkę i cukier w proporcjach 1:1:1, czyli na np 6 jaj dajemy 6 łyżek mąki i 6 łyżek cukru... ale to proste, co?
A nauczyłam się tego od Oli z bloga Na gazie, dzięki Ola :)
Tym razem też bez porażek się nie obyło... śmietana się zwarzyła i trzeba było biegać do sklepu po następną...


Ja robiłam torcik malutki z 4 jaj, w tortownicy 20cm, ale znając powyższe proporcje możecie robić większe lub mniejsze :)


Składniki na blaszkę 20 cm:

  • 4 jajka
  • 4 łyżki drobnego cukru
  • 4 łyżki mąki tortowej
  • masło do posmarowania blaszki
  • pół słoika konfitury z płatków róż - ja użyłam Polskiej Róży
  • 300 ml śmietanki kremówki 36% 
  • 2 łyżeki żelatyny
  • 2 łyżki cukru waniliowego - takiego
  • odrobina barwnika czerwonego - takiego
  • do dekoracji - ozdobne serduszka i garść płatków róży

Robimy biszkopt - ubijamy na sztywno białka, wciąż ubijając dodajemy cukier, zwalniamy obroty do minimum i wrzucamy żółtka, ubijamy przez minutę i dodajemy przesianą mąkę, ale teraz mieszamy już ręcznie i bardzo bardzo delikatnie.
Tortownicę smarujemy tłuszczem a na jej dno wykładamy papier do pieczenia. Wkładamy na 40-50 minut do piekarnika nagrzanego do 170 stopni, sprawdzamy patyczkiem czy się już upiekł.
Ja zostawiłam biszkopt na 20 minut w uchylonym piekarniku, a po wyjęciu od razu wyjęłam go na papier do pieczenia do góry nogami, żeby wyrównać wierzch.


Po ostudzeniu kroimy na pół i smarujemy konfiturą, jak jest za gęsta można ją podgrzać. Można również dodać do niej odrobinę alkoholu. Ja nie tylko podgrzałam... dodałam jeszcze kieliszek wódeczki :D
Mogłam, bo tort był wysyłany Skajpajem, więc dzieci nie jadły...



Żelatynę rozpuszczamy w odrobinie wrzątku i zostawiamy do przestudzenia.
Szykujemy bitą śmietanę - kremówkę (bardzo schłodzoną) ubijamy na sztywno z cukrem, zmniejszamy obroty i dodajemy żelatynę oraz odrobinę barwnika, ja dałam tak dosłownie na końcówce łyżeczki, delikatnie mieszamy i sprawdzamy czy kolor nas satysfakcjonuje, jak za mało - trzeba dołożyć, w drugą stronę się nie da :(
Bitą śmietaną przełożyłam tort i usmarowałam go całego nie martwiąc się artystycznym wyrównaniem na gładko, a do pozostałej śmietany dołożyłam jeszcze barwnika i szprycą Marcin zrobił napis dla swojej córeczki :)

Dekorujemy, wbijamy świeczki i świętujemy :)

Sto lat Rita!!!



wtorek, 10 lipca 2012

Tort Maćka na 5 urodziny - baaaardzo czekoladowy


Tort na piąte urodziny Maćka upiekłam według tego przepisu: http://www.kwestiasmaku.com/desery/czekolada/ciasto_czekoladowe/przepis.html
ale troszeczkę go zmieniłam... poniżej po zmianach.


Składniki na torcik o średnicy 21 cm:


do przygotowania spodu

  • 150 g masła
  • 150 g gorzkiej (ciemnej czekolady)
  • 4 jajka (w oryginal było 5, ale ja nie miałam i dałam 4 :)
  • łyżka kakao
  • 150 g drobnego cukru (trochę odjęłam)

do przygotowania musu

  • 100 g masła
  • 100 g jaśniejszej czekolady (dałam mleczną)
  • 3 jajka
  • łyżka kakao
  • 80 g drobnego cukru (trochę odjęłam)
  • 2 łyżeczki żelatyny

do dekoracji - kakao, lukier biały, truskawki i nektarynka


Poczatek jest taki sam - w kąpieli wodnej rozpuszczamy masło z czekoladą i studzimy, żółtka miksujemy z kakao a z białek ubijamy pianę do której dodajemy cukier, potem wszystko łączymy delikatnie łyżką.
A teraz różnice - spód wylewamy do tortownicy wyłożonej papierem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 minut, studzimy. Do musu dodajemy żelatynę rozpuszczoną w kilku łyżkach wrzątku i wkładamy do lodówki na 2-3 godziny.


Dekorujemy, wkładamy świeczki i podajemy :)


P.S. Torcik został wysłany skajpajem, ale obiecałam Jubilatowi, że dostanie taki sam jak przyjedzie. Wszystkiego najlepszego Mały Łobuzie!


O tym jak walczyłam z poprzednimi tortami możecie poczytać tutaj:
http://tonajezyku.blogspot.com/search/label/Specjalne%20okazje.





czwartek, 3 maja 2012

Nie zawsze jest łatwo, czyli trudna droga przez torty

Nie jestem mistrzem w pieczeniu ciast, niedawno upiekłam swoje pierwsze drożdżowe, w Święta był prawdziwy staropolski piernik, muffinki piekę z zamkniętymi oczami, więc postanowiłam, że torty też zacznę piec samodzielnie...
Poniżej pokażę Wam, że to wcale nie jest takie proste... 


Pierwszy był tort Marcina, miał być przepysznie czekoladowy i był, ale połowicznie :)
Według przepisu miał to być puszysty biszkopt genueński z musem czekoladowym. 
Wyszedł twardy zakalec z musem... oczywiście został cały zjedzony, bo mus był rzeczywiście przepyszny :)
W przepisie było napisane, że jak ktoś nie ma wprawy w pieczeniu biszkoptów, powinien wybrać coś prostszego... nie posłuchałam oczywiście... :(



Kolejny to był tort Gaby - wybrałam łatwiejszy przepis na biszkopt, który też się nie do końca udał... czemu nie do końca? bo podczas krojenia biszkoptu okazało się, że jest niedopieczony i go dopiekałam...
Nie przypuszczałam, że takie karkołomne pomysły mogą się okazać skuteczne ;) 
Na szczęście nikt się nie zorientował :)
I tak powstał czerwony tort przekladany dżemem malinowym i bitą śmietaną, udekorowany różowym lukrem.
Oto droga do tortu i sam tort:








Last but not least... czyli piłkarski tort Franka - zrobiony podobnie jak Gaby tylko w innej kolorystyce. Raczej wszystko się udało, oprócz tego, że nie powinnam była go przekładać musem z kiwi (te pestki!) i oczywiście przekonaliśmy się, że wałkowanie dużej płachty lukru nie jest takie łatwe - dzięki Marcin! Nie zrażeni niepowodzeniami połataliśmy murawę i podaliśmy Jubilatowi - możecie sobie tylko wyobrazić jaką miał minę jak go zobaczył :)









Dlaczego warto piec torty a nie zamawiać w cukierni?
Po co się trudzić? 
Czy warto podawać tort z połataną murawą?
Warto! Bo to są prezenty z serca, takie w które włożyliśmy trud i łzy (wierzcie mi że można się popłakać jak nie wychodzi) a nasi najbliżsi będą je długo pamiętać.
My zaś będziemy długo pamiętać ich roześmiane buzie jak je zobaczyli i jak dmuchali świeczki wymyślając swoje własne życzenie...

Ja się w każdym bądź razie nie poddaję, będę piekła dalej i mam nadzieję pokazać Wam niebawem tort idealny :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...